Mechaniczny anioł, CASSANDRA CLARE

niedziela, 19 grudnia 2010

Całkiem niedawno objechałam debiut pani Clare, a teraz zabrałam się za jej najnowsze dzieło. Jest w tym, przyznaję, niekonsekwencja, wynikająca głównie z owego działa tematyki i szafarzu: wiktoriańska Anglia plus steampunkowe elementy, które lubię i poszukuję w książkach. Mechaniczny Anioł ma wszystkie wady Miasta kości, ale nie będę się na nich skupiać, bo w końcu - wiedziałam na co się decyduję, miałam więc co chciałam.

O czym jest?
Historia dzieje się w świecie znanym z Miasta kości, aczkolwiek nie w Nowym Jorku tylko w Londynie, i nie w XXI w., a w XIX. Bohaterami są Nocni Łowcy - półludzie-półanioły, którzy walczą z demonami i potworami tego świata (aczkolwiek w całkowitym ukryciu rzecz jasna). Ich londyńska siedziba stała się schronieniem dla trzech sierot: Willa (brunet z niebieskimi oczami, typ słodkiego skurczybyka), Jema (jasne włosy, spokojne usposobienie) i Jessamine (arogancka, jej cel w życiu: znaleźć męża). Dołącza do nich Amerykanka Tessa, zważywszy na swoje umiejętności (zamiana w innych ludzi), prawdopodobnie czarownica. Młodzi bohaterowie muszą stawić czoła okultystycznemu spiskowi, bandzie dekadenckich wampirów, demonicznym siostrom i na dokładkę całej armii mechanicznych stworów. Akcji jest, jak widzicie, co nie miara.

Co o niej sądzę?
Mam bardzo mieszane uczucia. Podobał mi się pomysł umiejscowienia akcji w wiktoriańskiej Anglii, bo lubię wszystkie rekwizyty z tym związane: dorożki, eleganckie sklepy, bale, fascynacja Wschodem i okultyzmem, specyficzne stosunki społeczne. Wszystko w tej książce jest, choć tak pokazane, że czuje się niedosyt. Miasto pokazano jako brudne i wciąż zasnute mgłą, bal jest co prawda, ale wampiryczny, sklepy tylko migają gdzieś w międzyczasie, podobnie jak tematyka Dalekiego Wschodu. Najwięcej tu chyba dość zgrabnie ukazanego okultyzmu - w końcu mówimy o świecie, gdzie istnieją czarownicy i wilkołaki, i o czasach, kiedy całkiem poważni ludzie takimi tematami się zajmowali.

Najbardziej rozczarowana byłam stosunkami społecznymi. Niestety, wiktorianizmu w nich ani za grosz. Nie wystarczy w niektórych momentach mówić do siebie per pan/pani, by stworzyć wrażenie obowiązujących wówczas konwenansów. Wszyscy zachowują się jakby pochodzili z przełomu XX i XXI w., są w swej otwartości, skłonności do psychoanalizy, łatwości w przystosowaniu się i łamaniu zasad na wskroś współcześni. Ok, wiem, że mówimy o półaniołach, ale jednak... Oczekiwałam czegoś więcej. Kiedy Tessa porównuje swoją relację ze skurczybykiem Willem do tego, co zaszło między Elisabeth Bennet i Darcym, poczułam mocne wrażenie nieadekwatności. ("Hę? Darcy wstawał gdy dama wchodziła do pokoju, a Will zachowuje się jak lowelas z high school".)

Ogólnie bohaterowie wypadli chyba lepiej niż w poprzedniej trylogii pani Clare (choć nie wiadomo jak się rozwiną w dalszych częściach, może będzie lepiej, a może gorzej). Tessa jest całkiem bystra, a Will, mimo swej mhroczności i tajemniczości, nie tak denerwujący jak Jace. Jem wypada trochę blado, podobnie jak pozostali bohaterowie (zwłaszcza brat Tessy, Nate, którego głębię psychologiczną można przyrównać do kałuży). Fabuła jak to u pani Clare - akcja goni akcję, więc książka wciąga, ale równocześnie brakuje jej przez to jakiegoś namysłu, atmosfery.

Dla kogo?
Nastoletni fani pani Clare już dawno mają lekturę za sobą, więc zachęcać ich nie będę. ;) Dla miłośników steampunka Mechaniczny anioł może okazać się rozczarowaniem, ale chyba warto spróbować, bo w sumie mało mamy tego typu pozycji na rynku. Nie trzeba znać poprzedniej trylogii, aby w pełni zrozumieć tę książkę.

Ocena:
6/10

4 komentarze:

LOTTA pisze...

Jak widzę takie okładki, to niestety, idę obojętnie dalej..ale dzięki bloczkom książkowym, mogę się zatrzymać i upewnić, że coś jest albo dla mnie albo nie:) Ta zdecydowanie na nie.

Elina pisze...

Okładka mi się nie podoba. Od razu kojarzy mi się z tymi tak teraz popularnymi seriami dla nastolatków, więc przechodzę dalej .

Lili pisze...

Hehe, ja staram się nie oceniać książek po okładce, ale ta akurat dość udatnie odzwierciedla zawartość... ;)

kikut pisze...

wszystkie okładki darów anioła są do bani. Moja koleżanka dostała jedną z tych książek na gwiazdkę i mówiła że jest super. Zabrałam się za czytanie od początku (od miasta kości), teraz jestem na mieście szkła i jest to moja ulubiona trylogia. Zmierzch przy tym wymięka (biedna stephini umieszcza swoje komentarze na okładkach, aby kąpletnie nie zostać porzuconą w niepamięć) Polecam wszystkim!

Mam pytanko : Czy mechaniczny anioł to jakaś podczęść? O co z tym chodzi?

Prześlij komentarz