Amerykańska gejsza, LEA JACOBSON

wtorek, 19 stycznia 2010

Lubię książki o Japonii, dlatego też kiedy znalazłam Amerykańską gejszę na półce nowości w bibliotece, nie zastanawiałam się, tylko ją przygarnęłam. Uczucia po lekturze? Mieszane.



O czym jest?
Po przestudiowaniu dedykacji i podziękowań (moim nieszkodliwym hobby jest dokładne czytanie strony z podziękowaniami w książkach) a także, oczywiście, po lekturze samego tekstu, doszłam do wniosku, że Amerykańska gejsza to pamiętnik. Podkoloryzowany zapewne i może nie pełny, ale jednak - autentyczny. Poznajemy więc Leę, młodą Amerykankę zaraz po studiach, która wyjeżdża do Japonii by uczyć dzieci angielskiego, a przy okazji doskonalić swój japoński. Lea jest odważna i generalnie sympatyczna. Ma jednak problemy ze sobą: przechodziła kiedyś anoreksję, pociąg do alkoholu przekracza u niej normy, a relacja z rodzicami nie należy do najlepszych. W Japonii przez jakiś czas radzi sobie nieźle - aż do chwili, kiedy traci pracę. Mogłaby co prawda wrócić do domu, ale nie ma na to najmniejszej ochoty. Postanawia więc zatrudnić się jako hostessa w barze.

Od razu zastrzeżenie - nie są to w żadnej mierze erotyczne zwierzenia czy opis typu "jak zostałam prostytutką". W Japonii istnieją bary, gdzie zamożny biznesmen może przyjść, wypić nieprzyzwoicie drogi alkohol, pośpiewać karaoke, pośmiać się z kolegami i zrobić z siebie głupka. A to wszystko w towarzystwie pięknych, młodych dziewczyn, których zadania sprowadzają się do erotycznego ocierania kropel wody ze szklanki z whisky, klaskania, chichotania i zadawania debilnych pytań. A więc - w towarzystwie hostess. W Japonii, kraju sztywnych zasad społecznych, możliwe było powstanie barów, gdzie pijani mężczyźni płacą za przywilej przebywania z hostessami, mając równocześnie zakaz ich dotykania - seksu więc w tym zawodzie zasadniczo brak. Jedną z tych dziewczyn jest właśnie Lea.

Co o niej sądzę?
Fascynujące są opisy nocnego życia Tokio. Zagubienie wywołane zderzeniem cywilizacji - amerykańskiej i japońskiej - jest u Lei początkowo tak silne, że z trudem daje sobie radę. Jednak po kilku latach "hostessowania", kiedy wraca na jakiś czas do USA... ma problem z ponownym zaadaptowaniem się do amerykańskich realiów. Obserwowanie, jak zmienia się życie głównej bohaterki, poznawanie jej nowych znajomych, kochanków, przyjaciół, klientów niesamowicie wciąga. Ale w tym kalejdoskopie coraz to nowych sytuacji i ludzi kryją się pułapki - zbyt powierzchowne opisywanie ludzi, pourywane wątki, zupełnie niepotrzebne zdarzenia, które nie wiadomo czemu służą.

Minusem była więc dla mnie kompozycja tekstu: krótkie rozdzialiki, opisujące poszczególne etapy życia bohaterki, albo po prostu zawierające jakąś scenę, przemyślenia, appendix. Generalnie są ułożone chronologicznie, ale nie jest to reguła. Ostatnie rozdziały sprawiają wrażenie pisanych strasznie na chybcika, żeby tylko jakoś domknąć fabułę, co mimo wszystko się nie do końca udaje. Denerwującą sprawą okazały się też wynurzenia Lei na temat swoich problemów psychologicznych. Pisała to w taki sposób, jakby chciała nimi usprawiedliwić wszystkie swoje błędy i destrukcyjne zachowania. Odniosłam wrażenie jakiejś nachalności w tym wszystkim.

Niewątpliwy plus książka dostaje za niewymuszony (choć dość rzadki) humor, dużą porcję wiedzy o Japonii, mentalności Japończyków, a nawet o języku japońskim, no i za to, że nie jest w żadnym stopniu nudna. Ja przeczytałam ją na jedno posiedzenie.

Dla kogo?
Dla japonofilów, ciekawych świata i innych kultur. Lubiący pamiętniki w stylu "droga winy i odkupienia" też znajdą coś dla siebie. Wielbiciele gejsz będą srodze zwiedzeni, ponieważ polski przekład tytułu jest wyjątkowo niefortunny. Bar Flower, bo tak brzmi on w oryginale, to eufemistyczne określenie hostess. Gejsze przemykają co prawda tu i tam po stronicach książki, ale Lea nie utożsamia się z nimi, raczej porównuje ich i swój los.

Ocena: 6/10

6 komentarze:

Tucha pisze...

Czeka na mnie na półce... :) Przeczytam na pewno, bo fascynuje mnie Japonia, ale po sesji, po sesji :)
Pozdrawiam

Lili pisze...

Ja też, niestety, odkładam wszystkie przyjemności czytelnicze na po sesji...
A książek o Japonii mam w zanadrzu sporo i na pewno jeszcze będę o nich pisać. :)

clevera pisze...

Z powodu naciąganego tytułu byłam lekko rozczarowana tą książką i mocno oszukana. Miało to wpływ na ocenę jej. Troszkę mnie też drażniła rozchwiana psychika bohaterki. Ogólnie jednak ciekawa, bo ukazująca nocne życie sfrustrowanych Japończyków.:)

Lili pisze...

No więc właśnie tytuł zupełnie niefortunny i wprowadzający w błąd. Gejsz to tam było tyle co kot napłakał...

litera pisze...

Książki o Japonii lubię i ja, jednak z pewnym sceptycyzmem podchodzę do pozycji tego typu. Nie znam jednak "Amerykańskiej gejszy", wypowiadać się zatem o niej nie będę. Pewnie, jeśli wpadnie mi w ręce, przeczytam, z czystej ciekawości, aczkolwiek sama na nią pieniędzy nie wydam - jakby nie patrzeć, wiedzę o mentalności Japończyków wolę zdobywać z ich własnych dzieł. Pozdrawiam serdecznie:)

Lili pisze...

Oj, też bym pieniędzy na to nie wydała, aczkolwiek w ramach bibliotecznych zdobyczy warto po nią sięgnąć jak najbardziej. Już choćby po to, żeby poznać świat hostess w Japonii. Pamiętam, że w "Gejszy" Lisy Dalby, autorka bardzo narzekała, że hostessy wypierają gejsze i przez to wyjaławiają kulturę japońską. Okazuje się, że nie - hostssy są równie japońskim zjawiskiem co gejsze...

Prześlij komentarz