Pod piracką flagą, MICHAEL CRICHTON

środa, 17 listopada 2010

W młodości, na dłuuuugo jeszcze przed szałem na Jacka Sparrowa, byłam fanką piratów. Zresztą, to właśnie przy lekturze "Kapitana Blooda" zaliczyłam pierwszą w życiu zarwaną noc. (Miałam 12 lat, był środek tygodnia, nie poszłam do szkoły i dostałam szlaban od rodziców.) A teraz zafundowałam sobie powrót do młodzieńczych fascynacji.

O czym jest?
Lądujemy na upalnej Jamajce, w Port Royal, gdzie roi się od indywiduów wszelkiego asortymentu. Jest rok 1665, więc Anglicy czasowo bratają się z Francuzami, za to nienawidzą Hiszpan. Poznajemy kapitana Charlesa Huntera, doświadczonego korsarza, który postanawia uskutecznić skok życia. Otóż okazuje się, że  Hiszpanie najprawdopodobniej pozostawili statek pełen złota cumujący w zatoczce małej wyspy, bronionej przez cieszącego się paskudną sławą dowódcę Cazallę.

Hunter zbiera więc załogę: pirotechnika Czarnookiego Żyda, nawigatora Endersa, francuskiego zabójcę Sansona, bystrooką Lazue i niemego osiłka Maura. Razem wyruszają po skarb, mierząc się po drodze z mocą przeszkód. Wiadomo - a to jakiś niespodziewany atak i niewola, a to kraken krążący pod statkiem, a to przeprawa przez zdradziecką rafę koralową... Najgorsze jednak przyjdzie z najmniej spodziewanej strony, oto bowiem w Porcie Royal złowrogie siły już spiskują przeciw Hunterowi.

Co o niej sądzę?
Tę książkę napisał znany hollywódzki scenarzysta, twórca m.in. Parku Jurajskiego, co jest w dużej mierze odczuwalne podczas lektury. Styl, moi drodzy, jest ostry jak brzytwa w swoim minimalizmie i dosadności. W życiu nie czytałam tak skondensowanej prozy! Tysiące przygód, miejsc, opisów na... niespełna 350 stronach! Nie wiem jak autor to zrobił, ale jestem pod dużym wrażeniem.

Oczywiście bohaterowie (a dokładnie ich psychologiczna głębia) na tym cierpią. Nie przeczytamy tu o rozterkach moralnych prześladujących tego czy owego, nie poczujemy jak własnych żalu czy żądzy zemsty. Te fragmenty, które mówią coś o bohaterach wyglądają mniej więcej tak:

Sanson milczał przez chwilę.
- Słyszałem - zaczął - że twój brat został pojmany przez Cazallę na statku handlowym. Słyszałem, że Cazalla powiesił go za ramiona, obciął mu jądra i wepchnął do ust, aż biedak się zadławił na śmierć.
Hunter nie odpowiedział od razu.
- Znam tę historię - mruknął w końcu.
- I wierzysz w nią?
- Tak.

Mimo że jestem pełna podziwu dla stylu Crichtona, to brakowało mi w tej książce rozmachu. Może też wyrosłam już z karaibskich przygód, może za stara jestem na kibicowanie piratom, ale jakoś nie czułam się wciągnięta w ten wykreowany świat. No i brakowało mi takiego wątku miłosnego z przytupem, do tej pory pamiętam jak kapitan Blood się szarpał na myśl o Arabelli, a tu...? Książka jest jednak bardzo wciągająca i w takie późnolistopadowe wieczory to prawdziwa przyjemność poczytać o rozświetlonej słońcem powierzchni morza, na której majaczą tropikalne wyspy...

Dla kogo?
Dla wszystkich, którzy nie zapomnieli o dziecięcych marzeniach. Ja w wieku niedorosłym byłam prawdziwą awanturnicą, interesowali mnie piraci, Indianie, prywatni detektywi i Bohun. Małe kobietki i Emilka też oczywiście znajdowały miejsce w mym sercu, ale nie rozpalały tak wyobraźni. Miło czasem wrócić do tych dawnych fascynacji. Aż człowiek ma ochotę wygrzebać z czeluści biblioteczki Karola Maya...

Ocena:
7/10

5 komentarze:

Caitri pisze...

Ja także zawsze lubiłam piracką brać, mimo że sama potwornie boje się wody ;)
Mam tę książkę w planach, choć nie spodziewam się po niej cudów.
Sama polecam "Czarną banderę" Komudy, jesli nie masz nic przeciw niewielkim wstawkom fantastycznym.

podsluch pisze...

Witam!

A ja myślałem, że ta książka to jakiś gniot:) A tu proszę, fajna piracka lektura:) Jak przystało na faceta, uwielbiam piratów:) Teraz muszę pomyśleć, skąd ją skombinować:D

Lili pisze...

Caitri - ja się Komudy trochę boję, po tym, jak przeczytałam na czwartej okładce którejś z jego książki że "to nie jest lektura dla grzecznych panienek". A ja, stety czy niestety, grzeczną panienką właśnie jestem. ;) Ale zobaczymy co z tym Komudą, u mnie w bibliotece jest go mnóstwo. :)

podsluch - ja też uwielbiam piratów, choć, jak pisałam wyżej, grzeczna ze mnie panienka. ;) Niektórzy piraci są przystojni i to pewnie mnie do nich tak przyciąga. ;) A książkę najlepiej wziąć z biblioteki - fajna jest, ale nie sądzę, żebym do niej wracała.

slavkomir pisze...

Hahaha! Widzę, że zebrała się tutaj niezła piracka brać :-) Zrobiłem sobie smaka na tę książkę Crichtona, a jeżeli chcecie się nauczyć pirackiego gadania to polecam ten filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=fqMu6e5Dgtg

Joanna pisze...

Gorąco polecam lekturę! Zgadzam się z Lili, że ciężko poznać przemyślenia bohaterów, ale ma to swój urok- można sobie dopowiedzieć. Tego, kogo się lubi, odpowiednio wytłumaczyć, kogo nie, obwiniać o brak serca czy rozumu.

Osobiście rzadko sięgam po książkę, co mój mąż koniecznie chciał zmienić podstępnie darując mi tą lekturę jako prezent urodzinowy i ... muszę przyznać, że mu się udało. Okazało się, że jednak znajdę moment przerwy w biegu i zdążę poczuć wiatr we włosach i sól w ustach czerpiąc z tego ogroooomną przyjemność.

Pozdrawiam wszystkich żeglarzy i tych, którzy jedynie marzą o bezkresnym oceanie i niezapomnianej przygodzie...
Joanna.

Prześlij komentarz