Giaur, GEORGE G. BYRON

niedziela, 5 grudnia 2010

Powieść poetycka napisana przez angielskiego mistrza romantyzmu, przetłumaczona przez polskiego wieszcza.

O czym jest?
Opowieść stara jak świat: piękna kobieta, jej mąż i kochanek. Rzecz się dzieje w ciemiężonej przez Turków Grecji, kobieta jest chrześcijańską branką, a mąż okrutnym muzułmaninem. Piękna Leila oddaje więc serce (i ciało?) Giaurowi, za co zostaje skazana na śmierć. Giaur mści się srogo, a potem pokutuje za grzechy. Ach, jak to wszystko jest pięknie opisane...

Co o niej sądzę?
Natknęłam się na ten poemat przy okazji porządków w biblioteczce, i jak zaczęłam czytać, schowana za stosami książek, tak nie przestałam, aż skończyłam. Do poezji romantycznej zostałam skutecznie zniechęcona w liceum i teraz zaczynam tego stokrotnie żałować. Bo człowiek może ją w pełni docenić jeśli nie jest zmuszany do czytania, do interpretowania, do zapamiętywania jakiś głupich szczegółów, a daje się ponieść opowieści i uwieść słowu.

Byronowski bohater! Zachmurzony, ponury, z białym czołem, wijącymi się włosami i błyszczącym okiem. Skrywający ponurą przeszłość, nieszczęśliwy i samotny. Jego losy są tak opisane, że po prostu nie mogłam oderwać wzroku od kartek. W dzisiejszych czasach nie ma już takich poetów - nie wiem, klimat twórczy im nie sprzyja, albo nie mają po prostu o czym pisać? Dzisiaj wszystko już zdekonstruowano, przemielono, wyśmiano i zrelatywizowano, a takie byronowsko-mickiewiczowskie strofy nie mają racji bytu:

Tak ogień uczuć i sztuka kobieca
Najtwardsze serca zmiękcza i roznieca;
Lecz raz nagięte, zmianom nie ulegnie
I pierwej pęknie, niźli się odegnie.

Tyle że ja chcę, żeby miały. I wzrusza mnie, gdy czytam:

Zaiste, miłość jest świętym pożarem,
Iskrą zatloną w ogniach nieśmiertelnych,
Aniołów dobrem, Wszechmocnego darem,
Balsamem rajskim dla serc skazitelnych.

Smutno mi się robi, gdy pomyślę, że tylko "niektórzy lubią poezję", że się stykamy z nią w szkole, a potem rzadko do niej wracamy. Że gdyby nie te porządki w biblioteczce, to pewnie nie sięgnęłabym po Giaura, który dał mi ogromne wytchnienie i estetyczne, i emocjonalne, od codziennej dawki złości i bylejakości. Romantyzm okazał się nie być wcale taki straszny, jak go malują.

Nie mogę nie wspomnieć o przedmowie zarówno Byrona jak i Mickiewicza, oraz ich długaśnych przypisach, od których roi się w całym tekście. Rozbrajały mnie. Tak np. Mickiewicz komentuje fragment o upiorach:

Wiara w upiory powszechna na Wschodzie. Turcy zowią je wardulacha; Grecy równie ich się boją i mnóstwo o nich prawią strasznych powieści.

Dla kogo?
Wszyscy powinni przynajmniej spróbować. :) Wiele osób to po prostu nie zachwyca, i cóż zrobić. Ale mam taką teorię, że nie zachwyca, bo człowiek jest do zachwytu po prostu zmuszany. Moim zdaniem warto odłożyć uprzedzenia na bok i dać szansę poetom romantycznym.

Ocena:
Chyba nie odważę się oceniać Wieszcza, nawet jeśli występował tylko w roli tłumacza. ;)

4 komentarze:

C.S. pisze...

A dlaczego? Facet jak każdy inny...

Agnes pisze...

Czytałam sto lat temu, w szkole, nie wiem, czy bym wróciła do tego - dlatego podziwiam.

Skarletka pisze...

"Leilo, byłaś życia mego treścią, moją...(nie pamiętam) i moją boleścią" - oj, podobał mi się "Giaur" w szkole :)

Lili pisze...

C.S. - No więc właśnie doceniłam tego naszego wieszcza. Jak się go otrzepie z licealno-narodowościowego kurzu, to okazuje się, że facet naprawdę pisał do rzeczy. :)

Agnes, Skarletko - ja tego nie miałam w szkole, także podeszłam do lektury bez uprzedzeń. Spodobał mi się ten bohater, no taki Bohun, wypisz wymaluj... :D

Prześlij komentarz